End of the story

Rozdział Ostatni

@Pół roku później@

Diana stała w przebieralni i wbijała wzrok w swoje odbicie w dużym lustrze ze srebrną ramą. Miała na sobie piękną białą suknię. Dokładnie taką: https://www.google.pl/search?biw=1366&bih=651&tbm=isch&sa=1&q=bia%C5%82a+%C5%9Blubna+suknia+z+gorsetem&oq=bia%C5%82a+%C5%9Blubna+suknia+z+gorsetem&gs_l=img.3…3282733.3283883.0.3284243.7.7.0.0.0.0.80.516.7.7.0….0…1c.1.64.img..0.0.0.ZdlqPJqj1Zc#imgdii=OzYpHaWqDpW4FM:&imgrc=jpZ-QXi4aGfhCM:

Mimo pięknej kreacji w której wyglądała olśniewająco w jej głowie kłębiły się pełne obaw myśli. Po tym jak trzy miesiące temu poroniła i straciła swoje maleństwo zamknęła się w sobie i odsunęła od ludzi. Przepłakała wiele nocy wtulona w poduszkę. Do tej pory nie potrafiła pogodzić się ze stratą swojego skarba. Ona i Kamil oddalili się od siebie dlatego ten ślub budził w niej tyle wątpliwości. Kochała Kamila ale miała wrażenie że to uczucie jakby się wypaliło. Od jakiegoś czasu żyli z Kamilem nie razem ale obok siebie. Nie pamiętała kiedy ostatnio byli na kolacji czy na spacerze tylko we dwoje nie wspominając o wspólnej nocy… Kamil był ciągle zajęty. A to koncerty a to nagrania do nowej płyty a to jakieś nagrania z innymi artystami albo występy gościnne w telewizyjnych programach których nagrania oczywiście odbywały się w Warszawie lub innym mieście setki kilometrów od Wrocławia gdzie ona i Tosia spędzały samotne dnie i wieczory. Mała widywała tatę częściej w telewizji lub na Skypie niż na żywo a Diana nie wiedziała co ma mówić Tosi kiedy pytała o tatę. Miała już powoli dosyć tego wszystkiego.  Z pomocą krawcowej która nanosiła ostatnie poprawki za pomocą szpilek zdjęła suknię ubrała swoje ciuchy i wyszła z zakładu krawieckiego wcześniej umawiając się panią     z Ewą że w piątek po południu odbierze gotową suknię i zapłaci brakującą sumę. Szła przez zalany deszczem wrocławski rynek i wcale nie spieszyło jej się do domu który obecnie był pusty. Tosia jest u rodziców Kamila a jej narzeczony jest gdzieś w Polsce w trasie koncertowej. Diana rozumiała że Kamil robi to co kocha i absolutnie nie miała o to pretensji ale nie może być tak że dzieje się to kosztem rodziny.  Kiedy w końcu dotarła do mieszkania była prawie dziewiąta wieczorem. Rozpakowała zakupy które zrobiła po drodze w markecie i napełniła wannę gorącą wodą i pachnącą pianą. Leżąc w wannie pozwoliła swoim myślą płynąc swobodnie i wtedy dotarło do niej coś przed czym broniła się długi czas. Obojętność. Nie czuła do Kamila tego co kiedyś. Kochała go ale jak brata czy przyjaciela. Ktoś inny sprawiał że jej serce biło jak oszalałe w piersi a w brzuchu szalało stado motyli. Jeden dotyk sprawiał że po całym ciele rozlewało się rozkoszne ciepło a ona pragnęła tylko więcej i więcej. Zerwała się do pozycji stojącej rozchlapując wodę wyskoczyła z wanny wytarła i włożyła lezące na kanapie dżinsowe spodnie i szarą koszulkę naciągnęła trampki do podróżnej torby spakowała najpotrzebniejsze rzeczy zostawiła na stole w kuchni list i pierścionek który Kamil podarowała jej wtedy na łące prosząc ją o rękę i wybiegła z mieszkanie zatrzaskując za sobą drzwi. Wiedziała że chłopak pewnie ją znienawidzi ale nie potrafiła dłużej ciągnąć czegoś co nie miało przyszłości a przynajmniej takiej o jakiej ona marzyła. Na lotnisku znalazła się w ciągu pół godziny. Kupiła bilet na odpowiedni lot i po trzech godzinach była w samolocie. Spała większość czasu a kiedy tego nie robiła słuchała muzyki. Gdy wyszła na nowojorskie lotnisko dochodziła szósta rano miejscowego czasu. Odebrała bagaż i złapała taksówkę która zawiozła ją pod odpowiedni adres. Stojąc pod drzwiami od Jego apartamentu zawahała się przez chwilę ale zapukała. Po chwili otworzył jej zaspany Manolo.

-O co chodzi?-zapytał płynnym angielskim-Nie to nie możliwe…-dodał już po polsku uzmysławiając sobie kto przed nim stoi. Diana nic nie powiedziała po prostu wpiła się w jego usta czując że na reszcie znalazła swoje miejsce na Ziemi. Całowali się nie mogąc się od siebie oderwać. Po chwili Diana znalazła się na rękach chłopaka który kopniakiem zamknął drzwi i skierował się do sypialni po drodze zostawiając szlak z ubrań Diany i swoich własnych. Dziewczyna czuła go wszędzie. Obsypywał pocałunkami jej szyję, dekolt, piersi i każdy najmniejszy skrawek jej spragnionego tych pieszczot ciała. Wkrótce oboje zaznali spełnienia i zasnęli wtuleni w siebie oboje będąc najszczęśliwszymi ludźmi na świecie….

W tym samym czasie Kamil wrócił niespodziewanie o tydzień wcześniej do domu. Cieszył się że zobaczy Dianę i na reszcie spędzą trochę czasu tylko we dwoje. Kiedy wszedł do pustego mieszkania ogarnął go niepokój. Rzucił torbę w przedpokoju i wszedł do kuchni. Widząc leżącą na stole kopertę i pierścionek zaczął się naprawdę bać a z każdym czytanym słowem jego świat powoli rozpadał się na kawałki….

Kamil,

Wiem że pewnie znienawidzisz mnie za to co zrobiłam ale nie mogłam dłużej ciągnąć tego co było między nami. Kocham Cię ale jak brata dopiero po stracie naszego dziecka dotarło to do mnie. Pomyliłam to uczucie z prawdziwą miłością między kobietą a mężczyzną. Jestem pewna że znajdziesz kogoś kto sprawi że Ty i Tosia będziecie szczęśliwi ale to nie będę Ja. Przepraszam że nie dałam rady powiedzieć Ci tego osobiście ale nie miałam odwagi. Nie szukaj mnie. Zapomnij.

                                                                                                                                    Diana

Kamil zgniótł kartkę i cisnął nią o podłogę. To samo zrobił z pierścionkiem który z brzdękiem uderzył o kafelki zostawiając w nich małe pęknięcie i potoczył się gdzieś pod szafkę kuchenną. Był cholernym idiotą ufając Dianie i wierząc w jej zapewnienia że z Manolem to było tylko zauroczenie, jednorazowy incydent. Czuł że między nimi było coś więcej. No cóż przynajmniej odeszła teraz a nie uciekła z przed ołtarza. Takiego upokorzenia by nie zniósł. Chłopak wyjął z barku butelkę whisky zadzwonił po swojego najlepszego przyjaciela Staffa a ten po dziesięciu minutach był u niego i w towarzystwie przyjaciela uczcił to że jego ukochana kobieta odeszła i zostawiła go na dwa tygodnie przed ich ślubem. Kiedy pijany wchodził do sypialni chwycił leżącą na szafce nocnej ich wspólnie zdjęcie i wyrzucił je przez okno. Upadło na chodnik a ramka pękła z hukiem. W ten sposób symbolicznie wyrzucił Dianę ze swojego życia na zawsze…

@Pięć lat później@

Diana była szczęśliwa. Cztery lata temu stała się Panią Rengifo Diaz a dwa lata później urodziła bliźnięta Tymona i Tolę owoce miłości jej i Manola. Z tego co wiedziała Kamil również nie był sam. Poznał Lenę na jakimś evencie i od tego czasu stali się nierozłączni. Ponoć nawet planowali ślub a Tosia traktowała ją jak mamę. Diana cieszyła się że mimo wszystko oboje ułożyli sobie życie i są szczęśliwi. Zanim jednak zdążyła całkiem się rozkleić usłyszała dźwięk otwieranych drzwi a do mieszkania wszedł jej mąż trzymając na rękach ich dwa najdroższe skarby. Uśmiechnęła się do nich czule wzięła na ręce jedno z dzieci i przytuliła mocno a Manolo wolną ręką przygarną ją do siebie. Wtedy poczuła że jest naprawdę szczęśliwa i że to jest jej miejsce na świecie….

KONIEC

Oto ostatni rozdział tego opowiadania. Dziękuje za każdy komentarz i każde dobre słowo. Żegnajcie!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

To co nam było to nie była miłość….

Rozdział 40

@OCZAMI DIANY@

Wieczór w restauracji upłynął im w bardzo miłej atmosferze. Wracając do apartamentu Manola śmiali się i wygłupiali. Po dotarciu do mieszkania posiedzieli jeszcze chwilę na balkonie podziwiając piękno rzeczki Hudson i Nowego Yorku pod osłoną nocy. Kiedy Diana poczuła że powieki zaczynają jej ciążyć i wyrwało jej się donośne ziewnięcie wstała z fotel i powiedziała:

-Idę spać dobranoc. Do zobaczenia jutro-dodała i ruszyła do wejścia od  apartamentu ale kiedy przechodziła obok fotela Manola chłopak zatrzymał ją łapiąc Dianę za rękę.

-Zaczekaj-wyszeptał podnosząc się z leżaka i ku zaskoczeniu Diany wpił się w jej usta. Na początku Diana oszołomiona tym nagłym gestem poddała się mu ale kiedy dłonie chłopaka zjechały na jej talię a on chciał rozpiąć suwak jej sukienki dziewczyna opanowała się odepchnęła go od siebie i powiedziała:

-Przestań

-Pragniesz tego tak samo jak ja-odparł przysuwając się do niej bliżej

-Powiedziałam przestań!-krzyknęła zrywając jego dłonie ze swojej tali-Nie pozwolę na to nigdy więcej. Jesteśmy tylko przyjaciółmi niczym więcej i to nigdy się już nie zmieni. Nigdy. Noszę w sobie dziecko Kamila  i z nim chcę być do końca życia. To był idiotyzm przylatywać tutaj. Powinnam teraz być w Polsce z Kamilem i Tosią nie z tobą. To definitywny koniec. Żegnaj-wyrzuciła z siebie i poczuła się jakoś lżej. Wyminęła Manola który nie był w stanie wykrztusić słowa poszła do pokoju który zajmowała spakowała wszystkie swoje rzeczy i wyszła z mieszkania. Udało jej się złapać taksówkę i kiedy dotarła na lotnisko okazało się że za trzy godziny odlatuje samolot do Warszawy. Kupiła więc bilet na ten właśnie lot zdała bagaże i spacerkiem udała się na strefę bezcłową. Kupiła tam perfumy dla Kamila i dużego pluszowego żółwia Franklina dla Tosi a sobie paczkę cukierków o smaku toffi i bajgla w knajpce obok sklepu. Z zakupami usiadła na plastikowym krzesełku wyjęła z torebki książkę i pogrążyła się w lekturze. Nawet nie zauważyła kiedy trzy godziny zleciały i przez głośnik wywołano jej lot. Udała się do bramek i kwadrans później siedziała w samolocie do Polski. Lot w zasadzie w całości przespała. Zaspana weszła na lotnisko Chopina w Warszawie.  Odebrała bagaż i udała się na dworzec gdzie złapała najbliższy pociąg do Wrocławia. Trzy godziny później była na miejscu. Stęskniona szła spacerkiem przez budząc się do życia miasto z uśmiechem na twarzy.  Kiedy stanęła na progu domu zapukała lekko i po chwili otworzył jej zaspany Kamil.

-Czego?-zapytał przecierając oczy-Diana!-zawołał  przyciągając ją do siebie i okręcając się wokół własnej  swoich osi. Postawił ją na ziemi i wpił się w jej usta. Całowali się jak szaleni na progu aż oboje ledwo łapali oddech. Kiedy weszli do środka Kamil rzucił w kąt torbę Diany i przyciągnął ją znowu do siebie a ich usta odnalazły się na nowo. Kamil kopniakiem zatrzasnął drzwi a następnie wziął Dianę na ręce niczym pannę młodą i nie przestając się całować udali się do sypialni między czasie pozbywając się swoich ubrań a tam ich spragnione siebie ciała połączyły się w jedno by zaznać najwyższej rozkoszy…

Dianę obudziło wszechogarniające ją gorąco bijące od Kamila który oplótł ją niczym pajęczyna. Jego ręce ciasno otaczały jej talię a ciepły oddech łaskotał po szyi. Wysunęła się delikatnie z jego objęć. Nie chciała go budzić więc chwyciła koszulkę  Kamila która leżała na podłodze i na paluszkach wyszła z sypialni. Udała się do kuchni włączyła ekspres do kawy i nastawiła tak by przygotował dwie kawy latte i wzięła się za robienie śniadania. Postanowiła zrobić jajecznicę ze szczypiorkiem do tego grzanki świeżo skrojony pomidor i ogórek. W lodówce znalazła ser żółty i jakieś wędliny ale nie wyglądały za świeżo więc wyrzuciła je do śmieci. Sobie przygotowała dodatkowo musli z jogurtem i owocami. Kiedy usłyszała charakterystyczne piknięcie ekspresu wyjęła dwie kawy położyła je na stole i poszła obudzić Kamila.

-Wstawaj śpiochu!-zawołała wskakując na leżącego na plecach chłopaka.

-Rany boskie!-jęknął-Chcesz mnie zabić?-dodał. Diana nie odpowiedział tylko wystawiła mu język i uciekła do kuchni.

-I tak cię złapie!-zawołał Kamil biegnąc za nią.-Mam cię!-dodał i chwycił  Dianę w pasie od tyłu.

-I co teraz?-zapytała śmiejąc się dziewczyna

-Teraz już mi nie uciekniesz-odpowiedział całując Dianę po ramieniu po między kolejnymi słowami.

-Nie mam zamiaru już nigdy-odparła poważnie odwracając się przodem do Kamila i patrząc prosto w jego czekoladowe oczy.-Kocham cię-dodała po czym przytuliła się do niego wtulając głowę w jego ramię  by ukryć spływające po jej policzkach łzy szczęścia. Kamil nic nie mówił po prostu tulił Dianę a trzymając ją w swoich ramionach czuł się najszczęśliwszym facetem na świecie. 

-A gdzie Tosia?-zapytała nagle Diana wyplątując się z jego objęć i zaglądając do pokoju małej.

-U moich rodziców. Miała tam być tylko przez weekend ale ponieważ moi rodzice nie chcieli jej jeszcze oddać a ona bardzo chciała zostać tam dłużej zgodziłem się. Miałem ją odebrać zaraz po twoim powrocie ze Stanów w sobotę-odpowiedział. -Jeśli chcesz możemy jechać po nią już dziś.-dodał

-Bardzo chcę stęskniłam się za nią strasznie-odparła Diana-Chodź zjemy śniadanie które przygotowałam wyszykujemy się i pojedziemy-dodała ciągnąc go w stronę kuchni.

Po śniadaniu które zjedli w ciszy  Diana udała się do łazienki a Kamil zajął się sprzątaniem po posiłku. Umył naczynia wyczyścił ekspres pochował resztę jedzenia do lodówki i usiadł przed telewizorem.

Diana w tym czasie wzięła prysznic włożyła świeżą bieliznę a następnie wybrała z szafy krótkie poszarpane spodenki i top w kwiaty na ramiączkach. Na nogi włożyła białe conversy za kostkę  włosy zaplotła w gruby warkocz.  Kiedy była gotowa zeszła na dół gdzie w samochodzie czekał na nią Kamil.

-No to ruszamy-zarządził Kamil uśmiechając się czule do Diany która ułożyła się wygodnie na fotelu zamknęła oczy i postanowiła się zdrzemnąć. Kiedy się obudziła okazało się że zamiast pod domem rodziców Kamila w Lipkach są na pięknej łące nad rzeką.

-Gdzie my jesteśmy?-zapytała Kamila który bez słowa podszedł do niej pomógł wysiąść z samochodu zaprowadził na środek łąki klęknął przed nią na jedno kolano wyjął z kieszeni małe czarne pudełeczko i powiedział:

-Diana kocham Cię najbardziej na świecie i chciałbym spędzić życie z tobą przy mym boku. -Wyjdziesz za mnie?-zapytał otwierając pudełeczko a oczom Diany ukazał się cudowny pierścionek.

-Kamil ja….-zaczęła Diana a po jej twarzy popłynęły łzy wzruszenia….

                    

Opublikowano Bez kategorii | 7 komentarzy

!!!

Przepraszam Was że nie dodaję tak długo rozdziału ale po prostu nie mam czasu. Dopiero co wróciłam z jednego wyjazdu a już za kilka dni znowu wyjeżdżam. Postaram się coś dodać jutro wieczorem. Bardzo dziękuje za tak pozytywne i liczne komentarze pod ostatnim wpisem. To one dodały mi motywacji i weny do pisania. :)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Spojrzeli sobie w oczy i ostatni raz „Żegnaj” sobie powiedzieli….

Rozdział 39

@OCZAMI KAMILA@

-Ej nie chlap łobuziaku!-zawołał Kamil ocierając pianę z twarzy.

Właśnie kąpał Tosię która wzięła sobie za cel przeniesienie zawartości wanienki na niego. Dziewczynka roześmiała się nabrała w rączki więcej piany i rzuciła nią w Kamila. Widząc wielką mokrą plamę na jego koszulce zaklaskała w rączki z wielkim uśmiechem na twarzy.

-To takie zabawne maluchu?-zapytał Kamil unosząc brew.

Ściągnął mokrą koszulkę wrzucił ją do wiklinowego kosza na brudy nachylił się i wyjął córeczkę z wanny. Owinął ja szybko puchatym różowym ręcznikiem i z zawiniątkiem na rękach udał się do jej pokoiku. Tam położył ją na przewijaku osuszył do końca ubrał czystą bieliznę i różową piżamkę w kwiatki rozczesał szczotką jej śliczne brązowe loczki które stawały się coraz dłuższe a następnie położył ją w łóżeczku okrył kołdrą podał ukochaną przytulankę-zielonego żółwika usiadł na fotelu bujanym obok łóżeczka wybrał z półki jedną z książeczek i zaczął czytać. Tosia wpatrywała się w niego brązowymi oczkami i słuchała z zaciekawieniem historii o kolejnych przygodach żółwia Franklina. Z biegiem historii stawała się coraz bardziej śpiąca aż w końcu zasnęła. Kamil odłożył książeczkę na miejsce poprawił  małej kołderkę i na paluszkach wyszedł z pokoju przymykając za sobą drzwi. Dziś poszło wyjątkowo łatwo. Zwykle usypianie małej trwa znacznie dłużej ale może dzisiejsza wycieczka do ZOO a potem do Lipek gdzie Tosia bawiła się razem z Konradem tak ją wymęczyła że szybko usnęła. Kamil rozejrzał się po pustym cichym  mieszkaniu i znowu odezwała się w nim tęsknota za Dianą. Długo myślał po co poleciała do tego Nowego Yorku ale w końcu odpuścił. Widocznie miała coś ważnego tam do załatwienia. Może coś związanego z tą wymianą studencką w której Diana miała wziąć udział? Nic innego nie przychodziło mu do głowy. Poczłapał do lodówki wyjął z niej zimne piwo i z butelką złotego płynu usiadł przed telewizorem.  Nie znalazł tam nic wartego uwagi więc dopił piwo i poszedł spać. Jutro o 10 ma udzielić wywiadu do jakieś gazety. Rozmowę miała przeprowadzić jakaś Kaja Rybińska. Będzie na pewno interesująco… Znowu te same głupie pytania i próba wyciągnięcia z niego informacji na temat jego prywatnego życia. Czasami naprawdę tęsknił za byciem anonimowym człowiekiem mogącym wyjść spokojnie na kolację z ukochaną bez konieczności ukrywania się pod wielkim kapturem albo pójść tak po prostu na spacer bez oglądania się za siebie czy jakiś natrętny paparazzi za nim nie idzie i nie robi zdjęć…  Zbyt dużo myśli kłębiło się w głowie Kamila. Przewracał się z boku na bok i nie mógł zasnąć więc po dwóch godzinach wiercenia się na łóżku wstał wyszedł na balkon oparł się na balustradzie i spojrzał w górę na iskrzące się na nocnym niebie gwiazdy. Były naprawdę piękne przypomniały mu noc którą spędził pod nim razem z Dianą w ogrodzie swoich rodziców w Lipkach. Rany jak on tęsknił za Dianą….

*********

Rano po nieprzespanej nocy Kamil był ledwo żywy. Wypił dużą mocną czarną kawę i poczuł się odrobinę lepiej. Nakarmił Tosię ubrał zapakował do plecaczka ulubione zabawki i wsadził do kojca a sam wziął szybki prysznic ogolił się ubrał w dżinsy białą koszulkę z dekoltem w serek i czarną bluzę z kapturem który naciągnął na głowę dredy związał w kucyk i z Tosią na rękach ruszył w stronę samochodu. Kiedy mała siedziała pozapinana w foteliku z tyłu wsiadł za kierownicę i postanowił zostawić córeczkę pod opieką swoich rodziców na czas kiedy on pojedzie udzielić wywiadu tej całej Kai Rybińskiej. Godzinę później był już w drodze na wywiad. Na miejscu był kwadrans przed czasem więc zamówił sobie kawę latte i czekał. Za pięć dziesiąta do kawiarni weszła drobna  piwnooka blondynka w kwiecistej sukience z wielką czarną torebką i z lustrzanką Canon w rękach. Kamil wstał z krzesełka kiedy podeszła do jego stolika a ona uśmiechnęła się uścisnęła jego wyciągniętą dłoń  i powiedziała:

-Kaja Rybińska mam przeprowadzić z panem wywiad.

-Miło mi-odpowiedział Kamil-Więc od czego zaczynamy?-dodał  siadając z powrotem na krzesełku. -Może niech pan opowie o swoich doświadczeniach z podróży na Jamajkę-odparła wyciągając dyktafon. Włączyła a  Kamil zaczął opowiadać. Mówił to co zwykle o ludziach żyjących na tej pięknej i jednocześnie bardzo niebezpiecznej wyspie o ich podejściu do życia i muzyki reggae itd.  Następnie Kaja zapytała go o jego twórczość muzyczną a w zasadzie zadała mu dwa pytania. Później zaczęła wypytywać go o rodziców i rodzeństwo. To jeszcze był w stanie przełknąć ale kiedy chciała wyciągnąć z niego coś na temat biologicznej matki Tosi i samej Tosi a także Diany nie wytrzymał.

-Pani się chyba trochę zagalopowała. Wywiad miał być na temat mojej muzyki i tego co robię jako artysta a nie mojego życia prywatnego do cholery.-warknął wstając z krzesełka-Żegnam-dodał po czym opuścił kawiarnię. 

Laska ma tupet. Nawet głupiego przepraszam nie usłyszał. Nie chcąc wsiadać zdenerwowany za kierownice zadzwonił do mamy i uzgodnił z nią że odbierze Tosię jutro w południe. Miał teraz cały wieczór tylko dla siebie. Podzwonił po kumplach i umówili się na piwo w małym pubie z dala od centrum który wszyscy bardzo lubili z powodu jego kameralności nadającej mu niepowtarzalnego klimatu. Z wielkim uśmiechem na twarzy udał się we właściwym kierunku na spotkanie z przyjaciółmi…

@OCZAMI DIANY@

Diana obudziła się około dziewiątej czasu miejscowego a dokładniej mówić obudził ją zapach świeżo parzonej kawy grzanek i omletu z serem i pieczarkami. Przeciągnęła się leniwie na łóżku przetarła oczy ściągnęła ubranie w którym spała przebrała się w luźną białą koszulę i legginsy w kolorowe wzorki a wychodząc z pokoju zarzuciła na siebie jasnoniebieski szlafrok. Kiedy wyszła z pokoju jej oczom ukazał się ubrany jedynie w krótkie czarne spodenki Manolo uwijający się przy gazówce.  Diana uśmiechnęła się patrząc na jego umięśnione plecy.  Usiadła przy stoliku i na chwilę przeniosła się do rzeczywistości w której każdy dzień zaczynałby się właśnie tak. Manolo przygotowywałby dla nich pyszne śniadanie którymi rozkoszowaliby się wspólnie świadomi że czeka ich jeszcze miliony takich poranków wypełnionych ich wspólnym śmiechem czułymi pocałunkami i gestami. Nie musieliby się obawiać że zabraknie im czasu na cokolwiek bo byliby razem do końca życia. Diana westchnęła rozmarzona.

-Aż tak podoba ci się widok-zaśmiał się Manolo stawiając przed nią parujący talerz.

-Może tak a może nie-odpowiedziała tajemniczo Diana przesuwając opuszkami palców bo brzuchu chłopaka. Manolo zamknął oczy rozkoszując się dotykiem placów Diany na swoim ciele.  Po chwili jednak dziewczyna zabrała dłoń a Manolo wrócił na swoje krzesełko. W ciszy zjedli śniadanie a kiedy Diana zabrał się za sprzątanie ze stołu Manolo powiedział:

-Ubierz dziś wygodne buty zabieram cię na wycieczkę po Nowym Yorku. Zobaczysz będzie fajnie.

-Ok to idę się szykować-odpowiedziała po czym cmoknęła go w policzek i zniknęła w sypialni dla gości. Ubrała się w krótkie dżinsowe szorty top na ramiączkach z nadrukowanym czarno-białym Bobem Marleyem i białe conversy za kostkę. Do tego czarna torebka worek gdzie wrzuciła portfel komórkę i parę innych potrzebnych każdej kobiecie szpargałów. Czekając na Manola który rozmawiał przez komórkę zajrzała do lodówki i wyjęła z niej dwie butelki schłodzonej wody i zapakowała je do torebki.

-To co gotowa?-zapytał Manolo wychodząc z łazienki. Miał na sobie żółtą koszulkę z nadrukowaną flagą Jamajki i czarne spodenki do kolan. Dredy związał na czubku głowy a na biodrze przyczepioną miał czarną nerkę.

-Oczywiście-odparła Diana wplatając palce między jego palce-Dokąd idziemy?-zapytała

-Pokaże ci najpiękniejsze miejsca Nowego Yorku. Nic więcej nie powiem. To niespodzianka-odparł Manolo uśmiechając się i ciągnąc Dianę w stronę wyjścia.

Po kilku godzinach zwiedzania najróżniejszych miejsc Nowego Yorku zaczynając od Central Parku a na Time Square kończąc zmęczeni wrócili do apartamentu Manola. Diana wzięła prysznic a zaraz po niej łazienkę zajął Manolo. Kiedy Diana miała zamiar włożyć dres powiedział:

-To nie koniec atrakcji na dziś. Zabieram cię za godzinę na pyszną kolację do małej włoskiej knajpki pięć przecznic stąd.

-Nie za dużo już wrażeń jak na jeden dzień?-zapytała Diana unosząc idealnie wypielęgnowaną brew. Chłopak uśmiechnął się tylko zawadiacko i zniknął za drzwiami swojej sypialni a Diana zaczęła się zastanawiać co na siebie włożyć. Po pół godzinie przerzucania rzeczy w walizce zdecydowała się na taką  oto kreację:
http://www.yourstyle.pl/blog/wp-content/uploads/2012/10/y7063-czarna-1.jpg
 do tego założyła czarne szpilki a na twarz nałożyła delikatny makijaż a usta pomalowała jasnoróżową szminką. Nie spinała włosów w jakiś wyrafinowany kok po prostu  pozwolił by jej ciemne loki opadały kaskadą na plecy i ramiona. Kiedy dokonywała ostatnich poprawek makijażu usłyszała ciche pukanie do drzwi i chwilę później dobiegający zza drzwi głos Manola:

-Gotowa?

-Tak już idę-odpowiedział i wyszła z pokoju. Chwilę później trzymając się za ręce dotarli do restauracji.  Kelner zaprowadził ich na odpowiednie miejsce a kiedy oboje złożyli zamówienie pogrążyli się w rozmowie zapatrzeni w siebie nawzajem i  świat przestał dla nich istnieć…..

 

 

Dziękuje bardzo za komentarze pod ostatnim wpisem liczę że po tym również się one pojawią bo to największa motywacja do pisania. Im ich więcej tym szybciej pisze się kolejny rozdział :)

Opublikowano Bez kategorii | 12 komentarzy

Angel

Rozdział 38

Z zadumy wyrwał Kamila dźwięk dzwoniącego telefony dobiegający z kieszeni jego spodni. Wyciągnął telefon i nie patrząc na wyświetlacz odebrał.

-Tak słucham

-Kamil szybko przyjeżdżaj na Karpacką 11 do szpitala miejskiego Diana przed chwilą została tam przewieziona-powiedziała Kornela roztrzęsionym głosem.

-Zaraz tam będę-odpowiedział zrywając się z ławki. Pięć minut później był już w drodze do szpitala. Tosia została pod opieką Ani dziewczyny która razem z Kornelą śpiewała w chórkach.  Kiedy dotarł na miejsce okazało się że Diana doznała silnego krwotoku wewnętrznego prawdopodobnie wywołanego zmęczeniem i złym trybem życia jaki prowadziła. Lekarzom udało się uratować dziecko ale Diana miała naprawdę dużo szczęścia. gdyby nie to że tak szybko trafiła do szpitala lekarze nie mogliby już nic zrobić.  Teraz Diana spała w pojedynczej sali na oddziale ginekologicznym a Kamil siedział na krzesełku obok jej łóżka i czuwał. Ostatni godziny były dla niego horrorem. Bał się że straci Dianę lub maleństwo rozwijające się pod jej sercem albo co gorsze ich oboje. Wzdrygnął się na samą myśl o tym.  Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i nie stracił żadnego z nich. Teraz po tym wszystkim poczuł że ogarnia go zmęczenie. Umościł się więc na tym niewygodnym drewnianym siedzeniu i spróbował zasnąć.

Obudził go przeszywający ból w karku. Przeciągnął się i lekko rozmasował bolące miejsce przetarł zaspane oczy i skierował swój wzrok na łóżko na którym drzemała Diana.  Zauważył że pielęgniarka wbiła w dłoń dziewczyny welfron i podłączyła kroplówkę  z glukozą i witaminami.  Nie chcąc jej budzić na paluszkach wyszedł z sali wyjął z kieszeni komórkę i napisał wiadomość do Korneli z prośbą by przyniosła do szpitala dla Diany piżamę kosmetyczkę jakąś książkę i trochę owoców. On sam nie chciał jej zostawić choćby na chwilę. Tosia był cały czas bezpieczna pod opieką Ani. Kiedy wrócił do sali Diana już nie spała. Uśmiechnęła się na jego widok i zapytała nieco zachrypniętym głosem:

-Co się stało? Gdzie jestem?

-Spokojnie kochanie jesteś w szpitalu. Miałaś krwotok wewnętrzny ale wszystko dobrze się skończyło i dla ciebie i dla dziecka. Musisz jednak zacząć dbać o siebie. Zdrowo się odżywiać odpoczywać i przede wszystkim nie denerwować.-wyjaśnił Kamil siadając na krześle obok łóżka Diany i łapiąc ją za rękę.

-Dzięki Bogu-odetchnęła z ulgą Diana kładąc dłoń na swoim nadal jeszcze płaskim brzuchu-Kiedy będę mogła stąd wyjść chcę wrócić do domu-dodała

-Jeszcze trochę kochanie lekarze muszą mieć pewność że wszystko jest z tobą i dzieckiem w porządku i wtedy będziesz mogła zostać wypisana do domu.-odpowiedział Kamil-Za chwilę Kornela przyniesie ci twoją piżamę, kosmetyki i parę innych drobiazgów które mogą ci się tutaj przydać-dodał ściskając jej dłoń. Diana skrzywiła się na samą myśl że musi zostać tutaj dłużej.

-Naprawdę muszę tu zostać? Wolałabym już wrócić do domu. Czuję się naprawdę dobrze.-jęknęła patrząc błagalnie na Kamila.-Prooooszę-dodała robiąc oczy niczym kot ze Shreka.

Kamil nie potrafił jej odmówić. Westchnął ciężko puścił jej dłoń wstał i wyszedł z sali. Chwilę później stanął pod drzwiami lekarza zajmującego się Diana zapukał lekko i kiedy usłyszał ciche „proszę” wszedł do środka.

-Dzień dobry panie doktorze mam pytanie. Czy jest możliwość wpisania mojej narzeczonej Diany ze szpitala jeszcze dziś lub jutro z samego rana. Diana czuje się dobrze i naprawdę zależy jej na jak najszybszym opuszczeniu tego miejsca.-wyjaśnił Kamil siadając na krzesełku na przeciwko lekarza.

-Najpierw będę musiał zbadać panią Dianę a potem zadecyduje czy może zostać wypisana. Zaraz do niej zajrzę i to zrobię.-odpowiedział lekarz

-Dziękuje panu bardzo-odpowiedział Kamil-Do widzenia-dodał wychodząc z gabinetu. Diana na pewno ucieszy się że będzie mogła wrócić do domu. Po tym zdarzeniu będzie musiał mieć na nią oko. Kiedy wszedł do sali gdzie leżała Diana była tam już Kornela. Diana przebrała się w swoją piżamę związała włosy w koński ogon i siedząc na łóżka wcinała duże czerwone jabłko.  Podszedł do jej łóżka po drodze witając się przelotnym uściskiem z Kornelą przysiadł na skraju łóżka i powiedział jej to samo co lekarz oznajmił jemu. Diana ucieszyła się z dobrych wieści ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć do sali wszedł lekarz. Zbadał ją sprawdził na karcie wynik dzisiejszego badania krwi i zdecydował że Diana może wyjść do domu pod warunkiem że za tydzień stawi się u lekarza prowadzącego jej ciąże we Wrocławiu któremu od prześle całą dokumentacje na kontrole. Diana przystała do tego warunku i chwilę później razem z Kamilem i Kornelą opuściła szpital.

-Kamil muszę polecieć na kilka dni do Nowego Yorku-oznajmiła Diana kiedy na reszcie zostali sami w pokoju hotelowym.- Sama-dodała

-Ale po co?-zdziwił się chłopak.

-Muszę coś tam załatwić-odpowiedziała  wymijająco Diana Nie mogła powiedzieć mu prawdy że leci tam by porozmawiać z Manolem o dziecku które w sobie nosi i upewnić się że nie on jest jego ojcem. Nie chciała robić tego przez Skype b uważała że o takich rzeczach trzeba rozmawiać twarzą w twarz a nie poprzez komputer.

-Dobrze ale wrócisz prawda?-powiedział a jego ramiona zacisnęły się z mocniej wokół jej tali.

-Oczywiście głuptasie kocham cię i nie mogłabym żyć tak daleko bez ciebie. Za pięć dni będę z powrotem. Obiecuje Gumisiu-powiedziała po czy namiętnie go pocałowała……

                                                        ********

Diana szła gwarną ulicą Nowego Yorku w kierunku Blue Avenue 635 gdzie mieścił się zajmowany przez Manola apartament. Weszła do srebrnej windy i nacisnęła guzik z cyfrą 8. Po chwili winda zatrzymała się na odpowiednim piętrze dziewczyna wysiadł w długim białym holu i ciągnąc za sobą małą metaliczno-niebieską walizkę ruszyła na poszukiwanie odpowiedniego numeru. Gdy stanęła przed dużymi czarnymi drzwiami z numerem 635 ogarnęły ją wąt

-liwości ale w koń drżącą dłonią zapukała. Po chwil drzwi się otworzyły i przed Dianą stał ubrany w szare dresowe spodnie i czarny podkoszulek na ramiączkach w związanych niedbale dredach na czubku głowy Manolo. Jego hebanowe oczy pełen niedowierzania patrzyły wprost w jej zielone tęczówki ale po chwili szok zamienił się w czułość a Diana znalazła się w jego ramionach. Stali tak przez dłuższą chwilę zatraceni w sobie oderwali się jednak w końcu od siebie a Manolo zaprosił ją do środka. Mieszkanie było dosyć duże. Składało się z kuchni połączonej z salonem dwóch sypialni łazienki oraz dużego balkonu z widokiem na rzekę Hudson. Diana usiadła na czarnej skórzanej kanapie w salonie i obserwowała jak Manolo przygotowuje w kuchni makaron z warzywami i kurczakiem

-Jestem w ciąży-wypaliła nagle Diana a kiedy informacja ta dotarła do Manola upuścił z brzdękiem na podłogę metalową łyżkę którą mieszał gotujący się makaron.

-Myślisz że ja mogę być jego ojcem?-zapytał podchodząc do Diany siedzącej na kanapie

-Nie wiem-odpowiedziała szczerze i zakryła twarz dłońmi czując że w kącikach oczu zbierają się jej łzy. To idiotyczny pomysł przylatywać tutaj. Mogła nic mu nie mówić byłaby teraz w domu z Kamilem i Tosią.

-Wracam do domu zapomnij że cokolwiek ci mówiłam nie powinno mnie tu w ogóle być.-powiedział zrywając się z kanapy. Chwyciła walizkę która stała w przedpokoju i chciała opuścić mieszkanie ale Manolo zagrodził jej drogę. Stali tak patrząc na siebie przez dłuższą chwilę aż w końcu Diana z głośnym westchnieniem wypuściła walizkę i wróciła na kanapę. Manolo usiadł obok niej i przyciągnął do siebie a ona zatopiła się w jego ciepłych ramionach. Chciała choć na chwilę zapomnieć o wszystkim co ją otaczało o całym bożym świecie choć na jeden krótki moment. Zamknęła oczy wzięła głęboki oddech i do jej nozdrzy dostał się charakterystyczny zapach perfum Manola. Uwielbiała go. Nawet nie zauważyła jak odpłynęła zupełnie. Manolo wziął ją na ręce zaniósł do pokoju gościnnego położył na łóżku okrył  kołdrą i delikatnie ściągnął z twarzy zbłąkany kosmyk włosów. Była taka piękna gdy spała. Tak niewinna jak anioł zesłany z nieba. Zesłany nie dla niego….

 

 

 

 

Przepraszam że tak długo trzeba było czekać ale jakoś nie miałam weny. Bardzo proszę o komentarz nawet taki składający się z jednego słowa. One są naprawdę ważne                         i motywujące  bo im więcej ich jest tym szybciej idzie pisanie nowych rozdziałów. Dziękuje za każdy komentarz jaki już pozostawiliście i do następnego :)

 

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Ludziom na złość piekłu wbrew bieguny dwa łączą się…

Rozdział 37

Od kilku tygodni Kamil razem z  zespołem oraz Dianą i Tosią są w trasie. Dziś akurat wypadał i dzień wolny więc korzystając z okazji że Diana  i Tosia jeszcze śpią Kamil udał się na spacer. Łaził po mieście gdzie jutro mieli grać koncert aż w pewnym momencie jego uwagę przykuł wystawiony na wystawie małego sklepu jubilerskiego pierścionek. Były piękny. Zrobiony z białego złota. Na jego oczko składał się jeden duży diament otoczony wokół małymi brylancikami. Kamil od dłuższego czasu myślał o tym by oświadczyć się Dianie ale nie znalazł do tej pory  na tyle wyjątkowego pierścionka aby móc go ofiarować tak wyjątkowej dziewczynie dlatego bez chwili wątpliwości wszedł do jubilera i dokonał zakupu. Chwilę później z czarnym aksamitnym pudełeczkiem w kieszeni wrócił do hotelu. Diana akurat wyszła z łazienki owinięta ręcznikiem a z jej ciemnych włosów spływały na zgrabne plecy kropelki wody.

-Hmmm skarbie wyglądasz niesamowicie kusząco w tym ręczniczku-zamruczał Kamil podchodząc do dziewczyny i przyciągając  ją do siebie.

-Dziękuje a gdzie ty się podziewałeś?-zapytała Diana zarzucając mu ręce na szyję-Mieliśmy pogadać o tej akcji niedawno na koncercie kiedy nagle Aneta prawie że wyrzuca mnie i Tosię z klubu i każe wracać do hotelu z ochroniarzem nic nie wyjaśniając-dodała

-Widzisz w pewnym momencie zauważyłem wśród ludzi Sarę. Tę wariatkę co prześladowała mnie w liceum. Nawet nie wiesz do czego jest zdolna. Nie chciałem żeby w momencie gdy dostanie ataku szału zrobiła krzywdę tobie albo małej. Podczas ostatniej trasy trzy razy ochroniarze musieli interweniować kiedy z obłędem w oczach rzuciła się na mnie. Raz nawet udało jej się dostać do mojego pokoju hotelowego i kiedy wróciłem zastałem ją w przeźroczystej halce popijającą wino w bardzo nieprzyzwoitej pozycji na moim łóżku. Kiedy chciałem ją wyrzucić dostała furii. Drapała gryzła kopała i wykrzykiwała jak bardzo mnie kocha i że zabije każdego kto stoi na drodze naszej ”miłości”-Kamil zrobił  cudzysłów w powietrzu i kontynuował-Dopiero trzech policjantów z moją pomocą dało radę wyprowadzić ją z hotelu gdzie na parkingu czekał radiowóz. Ponoć trafiła na leczenie psychiatryczne ale wszystko wskazuje na to że zwiała z ośrodka.-zakończył Kamil.

-O rany- wykrztusiła Diana – Ale chyba nic nam już nie grozi prawda?-zapytała-Przecież na kilku ostatnich koncertach było spokojnie-dodała.

-Taką mam nadzieję-odpowiedział Kamil przytulając Dianę do siebie. Dziewczyna wtuliła się ciepłe objęcia Kamila ale po chwili odsunęła się od niego i powiedziała wkładając mu w dłoń biały prostokątny przedmiot:

-Spójrz.

Kamil posłusznie spojrzał na to coś co trzymał w ręku. Był to test ciążowy w okienku którego widoczne były dwie grube kreski. Chłopak wybałuszył oczy nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Zostanie tatą, takim prawdziwym tatą! Bez słowa wziął Dianę na ręce i zawirował z nią wokół własnej osi.

-Kocham cię Kocham cię-powtarzał szczęśliwy.-To najpiękniejszy prezent jaki mogłaś mi dać.-dodał stawiając Dianę na podłogę a ta bez słowa wpiła się w jego usta. Zatracili się w sobie na dłuższą chwilę. Ich namiętne zapomnienie przerwało ciche gaworzenie Tosi która się przebudziła i usiłowała zwrócić na siebie uwagę. Diana wyplątała się z objęć Kamila i chciał podejść do Tosi ale chłopak ją uprzedził wziął małą na ręce i powiedział:

-Ty sobie odpocznij a ja i Tosia pójdziemy na spacer. W twoim stanie musisz się oszczędzać kochanie.

Chwilę później Kamil wraz z gaworzącą wesoło Tosią w wózku szedł boczną alejką parku. Słońce grzało a na błękitnym niebie nie było ani jednej chmurki. Kamil przysiadł na ławce w cieniu wielkiego dębu i zanurzył się w swoich myślach bujając delikatnie wózek w którym drzemała Tosia  zmęczona po ich harcach na placu zabaw…..

@OCZAMI DIANY@                                                                                                                            Tymczasem Diana siedziała na łóżku a w jej sercu rosła coraz większa obawa że ojcem dziecka które nosi pod sercem może nie być Kamil. Bała się że po narodzinach maleństwa cała prawda wyjdzie na jaw i straci Kamila na zawsze co jeśli faktycznie Manolo jest ojcem tego dziecka. Diana nie wiedziała co ma robić. Jedyne czego była pewna to to że potrzebuje odpoczynku. Przebrała się więc w długą białą koszulkę Kamila służącą jej jako piżama zmyła makijaż zasłoniła rolety w oknach tak że w pokoju zapanował przyjemny półmrok po czym ruszyła w stronę łóżka ale w pół kroku zatrzymał ją przeraźliwy ból w dole brzucha. Przerażona nie na żarty wyciągnęła rękę w stronę komórki leżącej na stole ale nagle przed oczami zrobiło jej się ciemno nogi odmówiły posłuszeństwa i opadła w odmęty ciemności okalającej ją ze wszystkich stron…..

Opublikowano Bez kategorii | 6 komentarzy

!!!!!!

Uwaga z racji faktu że za dwa tygodnie mam dwa bardzo ważne egzaminy następny rozdział pojawi się dopiero po 23 czerwca. Przepraszam i liczę na cierpliwość. :)

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Love me like you do Touch me like you do….

Rozdział 36

Diana nie wiedziała co się dzieje. Nagle w trakcie koncertu Kamila w katowickim klubie Aneta każe jej jak najszybciej wracać z Tosią do hotelu razem z ochroniarzem i nie pytając o zdanie po prostu siłą wpakowuje je do samochodu który z piskiem opon odjeżdża spod budynku. Kwadrans później Diana uspakaja rozpaczającą Tosię. Mała chce wrócić do taty i nie rozumie dlaczego nie może tego zrobić. Swoją drogą Diana też nie wie o co chodzi i dlaczego ochroniarz cały czas stoi pod drzwiami od ich pokoju. Jest zdezorientowana i wściekła na Kamila za tą całą szopkę. Niech on się tylko tu zjawi Diana nie zrobi mu sceny urządzi cały musical! Na razie jednak skupia całą swoją uwagę na Tosi która na reszcie przestała płakać i powoli usypia w jej ramionach.  Chwilę później odłożyła śpiącą córeczkę do łóżeczka nakryła kołderką a sama zmyła makijaż przebrała się w szare dresowe spodnie i biały top na ramiączkach oraz szarą bluzę i postanowiła zadzwonić do Korni. Kiedy wyjęła telefon zawibrował sygnalizując nadejście nowego SMSa. Diana kliknęła w migającą na ekranie ikonkę i odczytała:

„Za dwie godziny wylatuję z lotniska w Katowicach do Stanów. Wiem że już tam miałem być ale coś mnie zatrzymało i lecę dopiero dziś. Nie mogłem się powstrzymać i dlatego do ciebie piszę. Manolo.” 

 Diana chciała zignorować wiadomość ale coś jej na to nie pozwalało. Nie mogła skupić się na lecącej w telewizji komedii ani na książce którą zaczęła czytać. Zaglądnęła czy Tosia śpi a kiedy upewnił się że tak szybko ubrała się w poprzednie ciuchy lekko umalowała i wymknęła z pokoju. Po drodze zaszła do pokoju zajmowanego przez Kornelę i Anię śpiewające w chórkach u Kamila które wróciły już do hotelu żeby zajęły się przez chwilę małą bo ona nie najlepiej się czuję i potrzebuje świeżego powietrza.  Chwilę później jechała taksówką w stronę katowickiego lotniska. Ciągle zastanawiając się czy dobrze robi szła przez terminal w stronę bramek gdzie odprawiali się pasażerowie lecący do Nowego Yorku. Pośród nich stał On. Na widok Diany jego ciemne oczy rozszerzyły się ze zdumienia.

-Jesteś-wykrztusił podchodząc bliżej dziewczyny

-Tak jestem-odparła a chwilę później ich usta połączyły się w namiętnym pocałunku. Ich cudowną chwilę zapomnienia przerwał głos wydobywający się z głośnikach tuż nad ich głowami informujący że lot do Nowego Yorku został przesunięty na jutro z powodu złych warunkach atmosferycznych uniemożliwiających start samolotu.   Para spojrzała na siebie po czym złapali się za ręce i ruszyli          w stronę wyjścia. Manolo wrzucił do bagażnika taksówki swoją walizkę i wrócił do siedzącej z tyłu pojazdu Diany a chwilę potem jechali w stronę najbliższego hotelu. Gdy tam dotarli wynajęli mały pokoik na poddaszu i kiedy tylko przekroczyli jego próg ich usta na nowo się odnalazły. Zrzucali z siebie ubrania spragnieni swojej bliskości. Manolo rozpiął suwak sukienki Diany i zdjął ją z niej a ona w tym czasie pozbyła się jego koszulki i błądził dłońmi po płaskim brzuchu  chłopaka od czasu do czasu muskając palcami klamrę od paska jego spodni. Chwilę później  resztka odzieży obojga znalazła się gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu w pokoju a ich ciała na reszcie się połączyły a kiedy niemal równocześnie zaznali spełnienia odpłynęli do krainy snów w swoich ramionach. Kiedy Diana się przebudziła świtało. Zerwała się z łóżka szybko ubrała i uciekła zostawiając niczego nieświadomego Manola pogrążonego we śnie w małym pokoiku na poddaszu w hotelu.  Po dotarciu do hotelu zastała Kamila który odchodził od zmysłów.

-Gdzieś ty była! Wiesz jak się martwiłem!-wykrzyknął na widok dziewczyny wchodzącej do ich wspólnego pokoju.

-Na spacerze-odpowiedziała lakonicznie Diana

-Całą noc?-zapytał Kamil unosząc brew ale Diana go zignorowała. Wyjęła z szafy czystą bieliznę            i  poszła pod prysznic. Wykąpana ubrała się w przygotowaną bieliznę a następnie w czarne legginsy i tunikę.  Pomalowała się uczesała umyła zęby i gdy wyszła z łazienki po jakiś czterdziestu minutach Kamil na szczęście już spał zmęczony czuwaniem i całą nerwówką związaną z jej  zniknięciem. Diana usiadła na łóżku i wpatrywała się w śpiącego Kamila.  Pogłaskała go po lekko kującym od zarostu policzku wierzchem dłoni a po jej policzku pociekła łza. Łza wstydu i gorzkiego żalu że po raz kolejny go zdradziła. Już nigdy więcej. Nigdy. 

-Hej co jest dlaczego płaczesz kochanie?-zapytał Kamil podnosząc się na łóżku i ścierając palcami łzy z policzków Diany która zamiast mu odpowiedzieć przytuliła się do niego i kiedy poczuła jego ciepłe ramiona okalające ją całą zrozumiała że to jest właśnie jej miejsce na świecie. Tutaj w ramionach Kamila którego kochała całym sercem prawdziwą czystą miłością. Manola i ją połączyło zauroczenie połączone z pożądaniem które ona pomyliła z miłością. Jedynym mężczyzną którego darzyła tym wyjątkowym uczuciem był będzie i jest Kamil. Na zawsze…

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Miałaś nie płakać, miałaś być twarda… Co z Tobą jest? Miałaś nie tęsknić, miałaś już nie śnić zapomnieć mnie…

Rozdział  35

Z cudownego świata fabtazji wyrwały Dianę promienie wschodzącego słońca ogrzewające jej twarz zaczerwienioną od wylanych łez. Dziewczyna schowała pozytywkę do kieszeni bluzy wstała z huśtawki przeciągnęła się rozprostowując kości i wróciła do domu. Zegarek wiszący w dużym pokoju wskazywał 5:30 rano a ciszę przerywało jedynie tykanie zegarka. Diana na paluszka przeszła przez salon i weszła po schodach na górę do pokoju gdzie spał Kamil. Zdjęła bluzę ubrała się w cieniutki  jedwabny top na ramiączkach i  bawełniane spodenki po czym położyła obok swojego  smacznie śpiącego chłopaka             i spróbowała zasnąć ale sen nie przychodził. Przewracała się z boku na bok aż w końcu swoim wierceniem się obudziła Kamila.

-Co się dzieję?-zapytał zaspanymi oczami patrząc na Dianę która zamiast mu odpowiedzieć wpiła się     w jego usta.  Na początku  Kamil był zdezorientowany ale teraz oddawał jej pocałunek z równą namiętnością. Nie mogli się od siebie oderwać. Dłonie Kamila błądziły po szczupłym ciele Diany a ich dotyk sprawiał że przechodziły ją rozkoszne dreszcze. Kiedy usta chłopaka zsunęły się na jej szyję a później dekolt i piersi i zaczęły ją pieścić Diana zajęczała cichutko sygnalizując jak dużą przyjemność sprawia jej ta pieszczota. Chwilę później podkoszulek Kamila i bokserki oraz piżama Diany wylądowały gdzieś na podłodze koło łóżka a ich ciała spragnione siebie zlały się w jedno. Jakiś czas później zmęczeni rozkoszą jakiej zaznali odpłynęli w swoich ramionach do krainy Morfeusza….

Kiedy Diana obudziła się drugi raz tego poranka było jej zdecydowanie za gorąco. Ramiona Kamila  leżącego tuż za nią ciasno oplatały ją w pasie a jego ciepły oddech łaskotał ją w szyję.  Diana uśmiechnęła się pod nosem po czym delikatnie wysunęła się z objęć chłopaka zarzuciła na siebie podkoszulek Kamila i zeszła na dół przygotować śniadanie.  Przyjaciela Kamila już nie było jedyny ślad po nim to schludnie ułożona  na kanapie pościel. Diana schowała pościel do szafy w sypialni rodziców Kamila która znajdowała się na dole i udała się do kuchni. Nastawiła wodę na kawę i zabrała się za przygotowywanie omletów.  Chwilę później kuchnię wypełnił aromat piekących się jajek i świeżo zaparzonej kawy.  Kiedy Diana kroiła warzywa do omletu na dół zszedł zaspany i ewidentnie skacowany Konrad.

-Cześć może kawy?-zapytała Diana ale chłopak skrzywił się lekko i poczłapał z powrotem na górę zabierając ze stołu dużą butelkę zimnej wody mineralnej ze sobą.  Kwadrans później na dół zszedł Kamil.

-Dzień dobry skarbie-zamruczał jej do ucha przytulając ją od tyłu-Takie pobudki możesz mi robić codziennie-dodał muskając ustami płatek ucha Diany.

-Pomyślę-odpowiedziała- A teraz przepraszam ale omlet zaraz mi się spali-dodała wyplątując się z jego objęć i skupiając swoją uwagę ponownie na piekącym się omlecie. Kamil nic się nie odezwał tylko podszedł do radia stojącego na szafie i uruchomił je a po domu rozeszły się dźwięki utworu Gentelmana którego tytułu Diana jakoś nie kojarzyła. Diana uśmiechnęła się pod nosem przekładając gorący omlet na talerz po czy niosąc dwa parujące talerze udała się w stronę jadalni gdzie wcześniej zaniosła pieczywo wędliny sery i pokrojonego w plastry pomidora i ogórka oraz dzbanek ze świeżo zaparzoną kawą. Kamil już czekał przy stole. Diana podała mu talerz i usiadła na przeciwko chłopaka i w ciszy zaczęli konsumować posiłek.

-Słuchaj co być pwiedziała gdybym zaproponował ci żebyście ty i Tosia pojechałbyście ze mną w trasę?-zapytał Kamil przerywając ciszę.

-Super pomysł. Mała będzie zachwycona możliwością zobaczenia taty wariującego na scenie a ja też lubię patrzeć na twoją radość płynącą z grania.-ucieszyła się Diana

-Naprawdę?-zaskoczony Kamil wytrzeszczył oczy.

-Tak naprawdę-odpowiedziała dziewczyna przewracając oczami-Dobra kończ wcinać bo za chwilę wracają twoi rodzice z Tosią więc trzeba posprzątać i się spakować bo przecież dziś wracamy do Wrocławia-dodała Diana wstając od stołu i zabierając talerz swój jak i Kamila do kuchni gdzie obydwa wsadziła do zmywarki. Resztę rzeczy do kuchni przyniósł Kamil a Diana weszła na górę aby wziąć prysznic. Po kąpieli ubrała się w malinowe rurki biały T-shirt z nadrukowanym czarno-białym kwiatem róży i czarne balerinki do tego czarna ramoneska i była gotowa.   Zapakowała do torby resztę swoich     i Kamila ubrań  kosmetyczki i zabawki Tosi po czym zeszła na dół gdzie Kamil siedział na tarasie i przeglądał maila. Nim jednak zdążyła się odezwać zadzwonił dzwonek do drzwi a potem do domu weszli rodzice Kamila z Tosią która od razu rzuciła się na szyję Kamilowi.

-Tatuś!-zapiszczała

-Cześć księżniczko-odpowiedział przytulając ją do siebie-A z mamą to się nie przywitasz?-dodał wskazując głową na Dianę. Tosia momentalnie wyciągnęła rączki w stronę Diany która wzięła ją od Kamila.

-To my będziemy się już zbierać!-zawołał Kamil pakując walizkę oraz koszyk pyszności przygotowany przez  jego mamę do samochodu. Chwilę później pożegnali się i jechali zapchaną drogą do Wrocławia…..

@DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ@

Kamil dawał z siebie wszystko na scenie co jakiś czas zerkając na Dianę i Tosię stojące za kulisami. Jego księżniczka szeroko się uśmiechała i podrygiwała na rękach Diany w rytm muzyki.  W pewnym momencie zauważył że w tłumie bawiących się ludzi jest Ona. Widząc jej wyraz twarzy przeraził się nie na żarty. Jakieś dwa lata temu ta dziewczyna zmieniła jego życie w koszmar. Nie mówił nic o tym Dianie bo nie chciał by ta niezrównoważona dziewczyna wiedziała o istnieniu Diany. Teraz przerwał na chwilę koncert zszedł ze sceny i powiedział cicho: do Anety:

-Zabierz Dianę i Tosię do hotelu razem z ochroniarzem.

-Ale co się stało?-zapytała kobieta

-Po prostu je stąd zabierz i każ ochroniarzowi z nimi zostać w hotelu aż do mojego powrotu później ci wyjaśnię-odpowiedział i wrócił na scenę…..

Bardzo was przepraszam za tak długą przerwę ale moje życie trochę się skomplikowało. Liczę że jeszcze ktoś to czyta. Będę wdzięczna za każdy pozostawiony komentarz. :)

 

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

Uwaga!

Bardzo Bardzo Bardzo Was wszystkich przepraszam ale miałam ogromne problemy z połączeniem internetowym i za każdym razem kiedy próbowałam dodać rozdział urywało połączenie. Obiecuje że jak tylko będzie to możliwe dodam od razu dwa nowe rozdziały. Jeszcze raz Was bardzo gorąco przepraszam i dziękuje za wyrozumiałość i cierpliwość :)

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy